Lyrics
[verse]
Krakowskie uliczki, mgła nad Wawelem
Idę sama, otulona płaszczem znużenia
Dzwony biją, jakby wiedziały o moim żalu
Miasto pełne historii, pełne mego cierpienia
[verse]
Kawiarnie świecą ciepłym, żółtym światłem
Ludzie siedzą, rozmawiają, śmieją się cicho
A ja czuję ten smutek, ten dziwny chłód pod płaszczem
Który nie ma nazwy, który przychodzi znienacka, z bliska
[chorus]
To krakowski spleen, ta melancholia miasta
Co wpływa w serce, kiedy zapada zmierzch
Krakowski spleen, jak stara, znajoma pieśń
Smutna i piękna zarazem, jak ta ulica, ta pusta
[verse]
Rynek pełen turystów, gołębi, gwaru
Ale ja szukam ciszy, szukam kąta
Gdzie mogę usiąść, pomyśleć bez pośpiechu, bez daru
Tego dnia, który mija zbyt szybko, jak zawsze
[chorus]
To krakowski spleen, ta melancholia miasta
Co wpływa w serce, kiedy zapada zmierzch
Krakowski spleen, jak stara, znajoma pieśń
Smutna i piękna zarazem, jak ta ulica, ta pusta
[bridge]
Może ten smutek to część mnie samej
Może to miasto uczy mnie żyć powoli
Krakowski spleen, ty znasz mnie najlepiej
Ty widziałeś każdą moją łzę, każdą niedolę
[chorus]
To krakowski spleen, zostanę tu z tobą
Choć czasem boli, choć czasem cięży
Krakowski spleen, jesteś częścią mnie, wiem to od razu
Miasto i ja, złączeni na zawsze, na wieży